Był sobie chłopiec, którego mało kto zauważał, dużo mówił, choć nie patrzył czy ktoś go akurat słucha. Grzeczny, nie konfliktowy. Nie płakał ani razu, nawet wtedy kiedy ktoś faktycznie zrobił mu krzywdę fizyczną. Kiedy się złościł -warczał i patrzył na siebie w lustro. Kiedy czuł, że zawinił -uciekał pod krzesło.  Pewnego razu rzucił krzesłem. I tu zaczęła się jego i nasza historia uważności i EMOCJI. .
O kurczę! Pomyślałam, ale fajnie, krzesło zostało rzucone. Ten człowiek błaga o uwagę.

Po raz pierwszy podzieliłam się swoją wiarą w małego kojota przy następującej sytuacji:
Mały Kojot jet ciągnięty za rękaw przez dużego kojota, sposób traktowania przestaje się podobać małemu kojotowi, który nie potrafi odeprzeć ataku. Przyglądając się temu, zwróciłam się do małego Kojota, nazywając jego stan i uczucia:
"Mały kojot, widzę, że duży kojot ciągnie Cię za rękaw, czy to jest dla Ciebie zabawa? Zapytałam z troską w głowie, choć bardzo powstrzymywałam się aby ich już dawno nie roździelić.
"Nie" ledwo wykrztusił mały kojot, zwracając się do mnie z oczami pełnymi strachu ale nie łez.
"Mały kojot, bo jest takie magiczne słowo, które informuje, że nie chcesz brać udziału w tej zabawie, to słowo to STOP". Podzieliłam się z małym kojotem wiarą w to, że jest w stanie sam odeprzeć atak i dzięki temu nabrać też niepowtarzalnej siły.
"stop" wyjąkał bardziej szeptem mały kojot. Ja nadal wpatrzona w małego kojota, wspieram go w życiowej roli.
"hm widzę, że duży kojot, ciągle Cię ciągnie, chyba nie usłyszał. Może usłyszy kiedy Ty krzykniesz?
Mały kojot, z bezsilnością spojrzał na dywan, nadal próbował się delikatnie poruszyć, tak aby duży kojot puścił, niestety to nie pomogło. Po czym słyszę jak trzeci raz zbiera się na zaprotestowanie.
STOP warknął z drżącym głosem, wyrywając je z gardła, wzmacniając tym samym serce.
Duży Kojot puścił, sam zaskoczony całym zajściem. Mały kojot rozsiadł się wygodnie, podniósł wzrok z podłogi i otuliłam go spojrzeniem.
Patrz mały kojot, duży kojot usłyszał Twoje STOP, puścił Cię.
Po tym zdarzeniu słyszałam jak mały kojot czerpie wiedzę z siły STOP i z siły samego siebie.

Tego dnia pracowałam w kuchni, lepiłam pierogi i co chwilę, ktoś widząc mnie, w tym samym stałym punkcie, ciągle coś ode mnie chciał. Odrywałam się, zostawiając obiad. Czułam, że ta sytuacja przypomina mi coś, co było mi bardzo bliskie, coś czego jeszcze nie umiałam nazwać.
Wróciłam na stanowisko, dzieci poszły na podwórko. Chwyciłam za obiad, który dawno już powinien być zrobiony. Nagle mym oczom ukazuje się postać. Gęsta krew na obu kolanach i rękach. Spojrzałam z niedowierzaniem.
"Agata, przewróciłem się" powiedział bez grymasu bólu i strachu mały kojot. Rzuciłam pierogiem w stół, wzięłam człowieka na ręce.
"Oddychaj" mówiłam do kojota myśląc raczej o sobie... Opatrzyłam rany, nakleiłam plaster.
"To musiało boleć i chyba się przestraszyłeś" nazwałam. Kojot patrzył na mnie zdziwiony. Ani nie przytaknął ani nie zaprzeczył. Patrzył tak tajemniczo i wnikliwie w moje oczy.
Opatrzyłam rany i dokończyłam lepić pieroga. Przyszła myśl tak gwałtownie aż usiadłam. Tak już wiem, czuję się w kuchni jak moja mama, do której przychodziłam z każdą raną i wiedziałam, że zawsze mogę na nią liczyć...

Następnego dnia Mały kojot przychodzi do mnie, również w kuchni i wyciąga palec na którym widać krew.
"Agata, przeciąłem się szkłem" I tym razem kojot również nie okazał grymasu bólu, po czym dodał.
"To mnie piecze" wycisnął z zaciśniętych zębów, przełykając z bólu ślinę.
Otoczyłam kojota troską następnie razem udaliśmy się do miejsca wypadku.
Kilka razy dziennie sprawdzałam czy kojot ma się dobrze z raną na palcu, kolanach i dłoniach.

Kiedy rany się zagoiły, strupy zeszły. Mały kojot zatrzasnął się w łazience.
Prowadziłam zajęcia, krzyk 11 dzieci nie zdołał zagłuszyć silnego i wyraźnego nawoływanie mojego imienia.
Otwieram drzwi a z nich w pośpiechu wybiega mały kojot i udaje się szybko do szatni. Sama byłam przerażona tym co go spotkało.
"Kojot, chyba się przestraszyłeś jak nie mogłeś otworzyć drzwi, wiem, że długo tam też siedziałeś".
"yhm" zgodził się ze mną kojot.
"Też się przestraszyłam i cieszę się, że jesteś już z nami" Utuliłam małego Kojota, choć on dość niezdarnie przyjął mój gest i dołączył do grupy.

Zbieranie tych doświadczeń nie ma końca, te i inne których nie opisałam, i które doświadczał mały kojot z innymi mentorami, były są i będą dla mnie ważne. I moim zdaniem pomogły małemu kojotowi skontaktować się ze sobą tak wyraźnie aby pozwolić poczuć swoją łzę na policzku:
Krąg. Mały kojot siedzi obok dużego kojota o którym pisałam na samym początku. Duży kojot złapał małego kojota za twarz mocno go ściskając. Mały kojot krzyknął:
"Zostaw mnie" i jego oczy zaczęły się szklić. W tym przypadku nie mogłam czekać. 
"Duży kojot, popatrz na małego kojota jego to bolało". Zainterweniowałam. Mały kojot warczał, do jego oczu zaczęły napływać łzy.
"Mały kojot widzę, że Cię to zabolało, jeśli chcesz płakać to płacz". Następnie zwróciłam się do dużego kojota, by uważnie przyjrzał się temu co teraz widzi. Mały kojot miał łzy w oczach na tyle mało i na tyle dużo, że popłynęła jedna krystalicznie czysta, piękna i niesamowicie prawdziwa łza, którą miałam zaszczyt zachwycać się i oglądać pierwszy raz od pół roku.
"Mały kojot, duży kojot nie chciał Ci zrobić tego specjalnie" . Duży kojot, czy chcesz coś powiedzieć małemu kojotowi?" Duży kojot spojrzał na małego i przytulił go troskliwie do siebie.
"Przepraszam". Powiedział szczerze.
"Mały kojot, słyszę, że duży kojot Cię przeprasza". Mały kojot uspokoił się, przestał patrzeć ze złością na dużego Kojota. Po czym z radością i uśmiechem na twarzy wrócił do czytania książki o którą chłopaki się kłócili.

Cudownie widzieć uśmiech małego kojota, jeszcze cudowniej jego uczucie złość i łzy... Mam do siebie ogromną wdzięczność, że umiem spojrzeć na dzieci z uważnością. Każda łza dziecka którą wycieram z policzka wyzwala w nich i we mnie mnóstwo emocji.  Płacz jest jednym z pierwszych sposobów, w jaki dziecko może zakomunikować swoje potrzeby. Usuwa hormony stresu z organizmu, razem z łzami wypływają substancje, które w dużych ilościach są toksyczne dla małego i delikatnego układu nerwowego a przede wszystkim jest jednym z narzędzi przywiązania, darem natury, abyśmy wiedzieli kiedy dziecko potrzebuje naszej pomocy.