Za oknem szaruga, część dzieci leniwie przeciągają się na dywanie, przykryci kocem, ziewają. Pozostali szaleją uprawiając pościg na schodach techniką dowolną; na pupie, stąpając jak bocian a czasami zjeżdżając na barierce z asekuracją mentora. No dobra, pomyślałam, czas połączyć siły. Dziś czwartek, pora na zajęcia konstruktorskie. Zanurkowałam w piwnicy a tam smakowita sterta tekturowych pudełek...

"Kochane dzieci Bukowego Domu" Zaczęłam śpiewem operowym, nie wiem czemu ale tylko wtedy mogę przebić się przez wszystkie ciekawie prowadzące dotychczas rozmowy.
"Dziś zbudujemy swoją wioskę. Wybierzcie swoje miejsce budowy inaczej działkę, każdy z Was dostanie po 4 kartony, na zbudowanie domu. Kredki i inne materiały Wam potrzebne są dostępne w magazynie. Pamiętajcie, budujemy domy ale będziemy mieszkać w wiosce razem, jako społeczność.  Ze swojej strony będę pomagać Wam w klejeniu, będę kleiła domy gorącym klejem." Sami podzielili się na zespoły, czasami pracowali też samodzielnie. Podzielili się obowiązkami między sobą. Jedni wycinali, drudzy malowali. Praca wrzała. Uwielbiam patrzeć kiedy nasza społeczność szkolna wsiąka w działanie i współpracuje.

"Słuchajcie, jeśli ktoś potrzebuje pomocy Ek może wyciąć Wam okna w pudełku, jest w tym dobry". Zwrócił się Lio do całej społeczności. Ek aż wstał żeby siebie zaprezentować po czym powtórzyłam komunikach Lio.
"Ek proszę wytnij nam okno" dobiegł głos z drugiej części sali". Ek wstał dumnie, wziął narzędzia i udał się z pomocą.
Przybiega do mnie kolejna osoba
"Agata ja jestem dobry w malowaniu, bardzo dobry, mogę komuś pomóc malować ich dom" Wyszczebiotał z błyskiem w oku mały Ilek. Z radością powtórzyłam komunikat.
Lawinowo podbiegali do mnie dzieci, chcące dzielić się swoimi umiejętnościami z innymi. I choć sami ze swoim domem mieli ogrom pracy, oferowali swoją pomoc mieszkańcom wioski i tym samym sąsiadom. Siedziałam grzecznie w moim kącie na sali i powtarzałam ogłoszenie jak mantrę. Pojawiła się pomoc w zakresie: robienia kotko-ptaszków z bibuły i rolki papieru, domku dla kotków, basenu z deską do skakania, malowania dziur, malowania brzegów domu, robieniu dziur wykałaczką, łamaniu wykałaczek.
Dwie godziny działań były wręcz wzruszające z punktu widzenia obserwatora. Nawet wieść o obiedzie nie była tak istotna jak dokończenie pracy.
"Ja nie będę jadła obiadu, będę pracować przy swoim domu." Energicznie zaprotestowała Linka.

Pokój po warsztatach z konstruowania wyglądał jak plac budowy. Znieśliśmy budowle do piwnicy, do których można będzie wrócić podczas zabaw na dworze. Podzieliliśmy się na 2 grupy. Chłopaki; Lio, Ek, mały Ilek i Oroek chwycili za szczotki do zamiatania i trafiali celnie do szufelki z którą stałam przy wyjściu. Pozostali przygotowali stoły do posiłku. A nawet przez chwilę nie pomyślałam, że zostanę ze sprzątaniem sama :)

Współpraca pośród bukowej społeczności jest naszą codziennością. Pomoc i dzielenie się swoimi umiejętnościami pielęgnuje grupa dzieci szkolnych. To oni z własnej potrzeby pokazują przedszkolakom jak wygląda literka A, ile to jest 21 - 0 i jak nazywają się chmury, które nad nimi wiszą. I choć każdy z nich ma możliwość dobrowolnego uczestnictwa w zajęciach, są z nami zawsze, żeby popatrzeć a czasami pogrążyć się na 2 godziny a nawet cały dzień.