Jak rozpocząć zajęcia w szkole demokratycznej, kiedy dzieci biegają, krzyczą, zajmują się swoimi kto wie, może i ciekawszymi zajęciami odkrywania świata? Przecież nie powiem:
"Siadać! Wyciągnijcie podręczniki, strona 33".

Z przedmiotów, które prowadziłam w Bukowym Domu największym powodzeniem cieszyły się eksperymenty, ogrodnictwo, teatr i rękodzieło. Zajęcia rozpoczynałam przygotowaniami, przynosiłam materiały, które nie były dostępne na co dzień w naszej przestrzeni i zatapiałam się w robieniu. Wolne elektrony podbiegały do mnie i zagajały:
"Co robisz?"

Kiedyś przed zajęciami teatralnymi podchodziłam do dzieci i recytowałam wierszyk Jana Brzechwy "Chrząszcz". Wprawdzie zajęcia teatralne cieszyły się zazwyczaj dużym zainteresowaniem postanowiłam sukcesywnie zmieniać technikę rozpoczynania zajęć. Pochodziłam do dzieci i recytowałam. Artykułowałam. Przesadnie wypowiadałam wyrazy przy okazji robiąc dziwne miny.
"Kto chce być chrząszczem, trzciną albo wołem?
I odegraliśmy scenkę.  Chrząszcz siedział, trzcina chodziła wokół chrząszcza a wół, czyli ja powtarzałam wiersz.
I miałam małych kojotów w komplecie.

Podobna sprawa działa się w ogrodzie, spędzałam tam czas poobiedni, grabiłam liście, kopałam grządki, wyrywałam chwasty, zbierałam stonkę, przyglądałam się mszycy i codziennie podziwiałam się jak to wszystko rośnie, szczególnie po deszczowym weekendzie. W każdej z tych aktywności miałam pomocnika lub pomocnicę, a pod moją nieobecność ogród miał wielu opiekunów, wiedzieli co robić, po prostu mnie naśladowali :)

Kiedy zainteresowałam się robieniem na drutach i sama dla siebie chciałam zrobić szalik, podzieliłam się z dziećmi swoim nowym zainteresowaniem, zorganizowałam więcej drutów, kolorowej włóczki i z bólem na twarzy nakładałam pierwsze oczka, dzieci szły za mną dzielnie. Lało się mnóstw łez nad oczkami, które uciekały z robótki. Unosiła się chmura złości nad drutami, z których spadła włóczka. Poczerwieniałe palce od naciskania na druty odpoczywały pod zimną wodą... Ale było i tak, że robótka leżała w koszu kilka dni.
Robienie na drutach na początku jest niezwykle trudne do skoordynowania, mnie samej było ciężko...
Pewnego razu dziewczynka przyszła do mnie z radością na twarzy i uśmiechem:
"Agata zobacz, ile już zrobiłam"
"Widzę, że długo to robiłaś, widziałam Twoje skupienie i determinację, widzę też, że robisz już coraz sprawniej i ładniej doceniam to bardzo. Teraz to zdejmij z drutów i odpruj" Mina dziewczynki zrzedła, nie wierzyła w to co słyszy.
"Kojot słuchaj widzę, że idzie Ci coraz lepiej, Twoje rączki są już sprawne, umiesz nakładać oczka i są już ładniejsze. My tutaj uczymy się robić na drutach, a prucie to też element nauki"
Kojotka odeszła ze smutkiem, spruła i niezniechęcona robiła dalej.

I tylko ode mnie zależało, czy uwierzą mi i zostaną, czy wyczują, że się nie przygotowałam i uciekną. Bywało różnie. Zostawali. Uciekali.