„Nie możemy zmienić naszego życia dorosłych, bośmy sami wychowani w niewoli, nie możemy dać dziecku swobody dopóki samiśmy w kajdanach”Janusz Korczak





Granice określają nas samych i to my określamy swoje granice. Problem zaczyna się wtedy, kiedy tych granic
w sobie nie mamy...
Wychowałam się w domu, w którym były rytuały i rytmy podyktowane cyklami przyrody. Wcale nie trzeba mieszkać na wsi, aby w Twoim domu zagościł rytm i rytuał. Rytuałami mogą być sobotnie wycieczki do lasu bez względu na pogodę, niedzielny ulubiony obiad, pieczenie chleba, czy wspólne wieczorne czytanie książki, pomysłów jest wiele, wybierz te, które Ty lubisz i wiesz, że będziesz je pielęgnował bez względu na to, czy Ci się chce. Kiedy pracowałam w przedszkolu w każdy piątek był krąg dziękczynny. Dzieci w ciszy i z uśmiechami na buzi przelewali wodę, aby podziękować sobie za miniony tydzień, lali jej tyle ile czuli. To był rytuał, który pewnego dnia został zaburzony z błahego powodu. Wtedy zauważyłam, jak funkcjonują dzieci z zaburzonym poczuciem bezpieczeństwa. Odreagowują biegając, krzycząc, zajęcia nie przebiegały prawidłowo, jednym słowem CHAOS. Dziecko Wam nie powie, że jest mu przykro z jakiegoś powodu albo też nie czuje bezpieczeństwa. Pokaże to Wam całym swoim ciałem. Odczytacie to wtedy, kiedy sami wsłuchacie się w swoje ciało i reakcje na poszczególne emocje. Byłam jakiś czas temu u mojego podopiecznego w domu. Wrażliwy chłopiec, bystry, o swoich emocjach opowiadał ciałem. Tak się cieszył moją wizytą, że nie pozwalał nikomu innemu ze mną rozmawiać, krzyczał, piszczał, a nawet płakał. Uspokajał się, kiedy mówiłam:
"Widzę Cię, widzę Twoją stopę, kolano, brzuch, ramiona, palce, włosy, a nawet nos". 

"A moje oczy widzisz?" Pytał patrząc na mnie z ukrycia.

Będąc czujną na swoje emocje i zachowania, poczujesz je również u innych. Nie mam tu na myśli zgadywania emocji czy wyuczenia języka empatii. Niczego nie musisz się uczyć, wszytko masz, obserwuj siebie, zwalniaj i nazywaj u siebie.
Na placu zabaw dzieci wyrywają sobie zabawki lub najzwyczajniej w świecie nie zgadzają się na bawienie się nimi. Właśnie w piaskownicy dziecko rozpoczyna swój jawny proces stawiania granic. W takich sytuacjach interweniują dorośli, często nawet nie pozwalają tym dzieciom dojść do momentu płaczu, gasząc pożar przed jego rozpaleniem. Dziecku należy dać szansę przeżywać. Dać mu szansę przeżyć stawianie granic oraz uczucie, kiedy ta granica zostaje zlekceważona. Daj czas dziecku na ochłonięcie z emocji, niech je przeżyje, wypłacze. To też okazja dla dziecka na refleksję. Dzieci z natury są pełne miłości, empatyczne i intuicyjne. Nie śpiesz się. Bądź przy dziecku, przytulaj je. Nic nie mów. Dalsze kroki załatwienia sprawy wyjdą od dziecka. I tu albo weźmie Cię za rękę i poprosi (werbalnie lub nie) o to byś odebrała zabawkę, samo po nią pójdzie albo w tym czasie już ktoś ją odda.
Ja o swoje granice zaczęłam dbać w pracy z dziećmi, oni wytykali mi moją niekonsekwencję, nadopiekuńczość i notoryczne przekraczanie granic. Odmawiałam pomocy dziecku w zerwaniu jabłka, w zamian przynosiła drabinę, po której dziecko wchodziło i strącało jabłko. Przestałam nakrywać do stołu sama, zorganizowałam dyżury i śpiewający pociąg do kuchni. Oczywiście mówię tu o umiejętnościach dostosowanych do rozwoju dziecka, które stopniowo rozwijają jego samodzielność. Zamiast obsługiwać dzieci w czynnościach, które same doskonale potrafią, miałam więcej czasu na robieniu na drutach, uprawianiu ogrodu i filcowaniu. Wszyscy mieliśmy z tego pożytek.

Granice kontaktują dziecko z akceptacją różnorodności, otwierają na rozmowę, współpracę oraz budują poczucie bezpieczeństwa. Stawianie granic w mojej definicji to dbanie, pytanie i reagowanie na siebie. Jeśli potrafisz zadbać o siebie i słyszysz siebie wyraźnie, będziesz w tym mógł zadbać i usłyszeć wszystkich wokół.